środa, 19 listopada 2014

Gwiazdkowy cud

To był mroźny grudniowy dzień kiedy Harry wybrał się z psem swojej sąsiadki na spacer. Fakt, że ma on już prawie 21 lat nie robi mu różnicy w pomaganiu ludziom, bo jak sam uważał, pomoc bezinteresowna jest piękna i też z tego powodu Harry zapisał się na wolontariat, w którym pomaga ludziom chorym lub niepełnosprawnym. Jak na przykład Louis Tomlinson, brunet z boskimi niebieskimi oczami, w które Harry mógłby patrzeć godzinami. Miał się z nim spotkać za niecałą godzinę w jego domu. Fakt, że dom bruneta był jakieś 40 minut od domu Harry'ego więc Styles musiał szybko odstawić Molly (tak się nazywał pies sąsiadki) do domu by być u Louisa na czas.
Po niecałej godzinie Harry dzwonił do drzwi Tomlinsona. Louis mieszkał sam, bo w końcu miał prawie 23 lata i pracę którą spokojnie mógł zabrać do domu. Harry'emu otworzył brunet z bałaganem na głowie, a na ustach Stylesa pojawił się ogromny uśmiech. Louis nie był mu dłużny i również się uśmiechnął zapraszając Harry'ego do środka małego, ale przytulnego domku.
-Napijesz się herbaty Harry?- zapytał z uprzejmością właściciel domu.
-Z chęcią. Na zewnątrz jest strasznie zimno.- odpowiedział Harry po czym udał się do salonu gdzie zasiadł na białej, skórzanej sofie.
Louis lubił Harry'ego, nawet bardzo. Uwielbiał patrzeć w jego szmaragdowe oczy oraz zachwycał się jego ciemnymi loczkami. Po przygotowaniu herbat, udał się z nimi do salonu gdzie siedział Harry. Loczek siedział wygodnie z zamkniętymi oczami opierając głowę o oparcie sofy. Na ten widok Louisowi zrobiło się cieplej na serduszku. Zawsze przy Harrym zapominał o tym, że ma raka krwi. Tak, Lou był bardzo chory. Lekarze jednak dawali mu szanse na przeżycie, ale on w nie nie wierzył. Nie wierzył w to, że znajdzie się dla niego dawca. Jego rozmyślenia przerwał głos Harry'ego:
-Masz jakieś plany na wigilię?- loczek podniósł głowę z oparcia i teraz patrzył centralnie na Louisa.
-Nie.- krótko odpowiedział niższy chłopak.
-Chciałbyś może spędzić święta ze mną? Bo wiesz moja i twoja rodzina mieszkają poza Londynem i chyba ani ja ani ty nie mamy ochoty by tłuc się do naszych rodzinnych domów w taką pogodę.- Harry pokazał ręką za okno, a Lou automatycznie spojrzał w tamtą stronę i naprawdę pogoda nie dopisywała. Za oknem wiał silny wiatr, a do tego padał śnieg, a no i jeszcze ten mróz. Nie Louis naprawdę nie miał ochoty jechać do swojego rodzinnego domu w taką pogodę.
-Masz rację. Pewnie spędźmy je razem. Mój dom będzie chyba idealny, bo wiesz mam kominek.- Louis uśmiechnął się na co Harry odpowiedział mu tym samym.
-To załatwione. Dziś jest 20 więc jutro musimy udekorować twój dom, bo mój już jest ozdobiony, a następnie zaczniemy świąteczne wypieki.- mówił z podekscytowaniem młodszy chłopak.
-Harry, ale ja nie umiem piec.
-Kto powiedział, że ty będziesz piekł? Nikt, więc ty się o to nie martw, bo masz przed sobą najlepszego kucharza na świecie.- Louis nie chciał się z nim kłócić, a nawet nie miał na to siły. Louis był osłabiony co Harry od razu zauważył i poklepał miejsce obok siebie by Louis mógł usiąść po czym objął go ramieniem, a Louis ułożył głowę wygodnie na ramieniu Hazzy. Taka pozycja była dla nich normalna i żaden nie chciał przyznać przed drugim, że czuł motylki w brzuchu, bo bali się, że zrujnują swoją krótką przyjaźń. Harry i Louis poznali się zaledwie dwa miesiące temu i od razu nawiązali ze sobą dobry kontakt.
Dwójka przyjaciół pochłonęła się w rozmowie na temat jakie ciastka jutro upieką pierniki czy zwykłe ciastka z kawałkami czekolady. Po pewnym czasie doszli do porozumienia, że upieką pierniki i zwykłe ciastka z kawałkami czekolady. Po jeszcze około dwóch godzinach dyskusji na różne tematy zasnęli wtuleni w siebie.
Następnego ranka Harry i Louis wybrali się na zakupy. Musieli kupić wszystkie potrzebne im produkty do świątecznych wypieków. Musieli też kupić choinkę. Tak więc do domu Louisa wrócili około godziny 14 i od razu zaczęli dekorować dom w świąteczne ozdoby.
Uwinęli się z tym szybko bo dom Lou nie był duży, ale za to bardzo przytulny.
-To teraz bierzemy się za wypieki.- powiedział z uśmiechem loczek.
-Możesz zacząć beze mnie? Muszę sobie chwilę odpocząć.- Louis wydmuchał z siebie powietrze i opadł na fotel.
-Odpocznij sobie, a ja zacznę bez ciebie.- Harry lekko musnął swoimi ustami policzek Lou na co starszy chłopak poczuł motylki w brzuchu.
Harry już mieszał w misce wszystkie składniki potrzebne do ciastek z kawałkami czekolady kiedy ktoś przytulił go od tyłu. Harry rozpoznał te charakterystyczne perfumy, które były tak silne, że ostatnim razem czuł je na swojej koszulce jeszcze 3 godziny później, ale to nie znaczy, że mu się nie podobały! Nie on je uwielbiał. Starszy chłopak jeszcze mocniej wtulił się w młodszego, a Harry wziął na palec trochę ciasta po czym szybko się odwrócił, a jego palec spotkał się z nosem Louisa. Tomlinson zrobił zeza chcąc zobaczyć ciasto na swoim nosie. Nie został dłużny Harry'emu i także ubrudził mu nos. Harry zanurzył ręce w misce z mąką po czym rozczochrał Louisowi jego brązowe włosy. Tak zaczęła się wojna na jedzenie. Obaj gonili się po całej kuchni Louisa mając w rękach jedzenie, zaczynając od mąki kończąc na jajkach. W pewnym momencie ich bitwy Harry poślizgnął się i upadł ciągnąc za sobą Louisa, który wylądował na Harrym. Policzki Lou oblały się rumieńcem, podobnie wyglądały policzki Hazzy tylko, że u Louisa wyglądało to dziwnie na bladej jak ściana twarzy. Gdy ich spojrzenia się spotkały cały świat przestał istnieć, a czas stanął w miejscu. Wpatrywali się w siebie jeszcze chwilę aż w końcu Louis nachylił się lekko do Harry'ego i leciutko prawie nie odczuwalnie musnął jego usta swoimi. Przez ich ciała przeleciała malutka iskierka, a Harry chciał by z ta iskierka przerodziła się w prawdziwy ogień. Więc wpił się w usta bruneta z pożądaniem, ale także z czułością. Lou oddawał pocałunki z taką samą pasją co loczek. Obydwoje tak zatracili się w tej przyjemności, że gdy się od siebie oderwali gwałtownie zaczerpnęli powietrza.
-To było...- nie dokończył Harry, bo Louis mu przerwał.
-Niesamowite, nieziemskie i najlepsze przeżycie w moim życiu.
-Tak w moim też.
Lou położył głowę na klatce piersiowej Hazzy i starał się uspokoić swój umysł. Co to było?! Czy on właśnie pocałował Harry'ego Stylesa? Chłopaka, w którym prawdopodobnie się zakochał już jakiś czas temu. Chyba tak, zrobił to, pocałował swoją miłość, która odwzajemniła tę pieszczotę.
Następnego dnia nie działo się nic specjalnego, a właściwie nic się nie działo, bo Louis czuł się nieco gorzej, ale Harry bardzo dobrze się nim zajął podobnie było także 23 grudnia jednak w tedy Lou czuł się nico lepiej więc mogli upiec ciasto czekoladowe, które obaj kochali. Wieczorem tego dnia wspólnie oglądali komedię romantyczną wtuleni w siebie pijąc ciepłą herbatę.
24 grudnia w dniu urodzin Louisa, Harry zrobił mu śniadanie do łóżka. Louis nawet nie spodziewał się, że Harry będzie pamiętał o jego urodzinach, ale Harry miał do przekazania Louisowi jeszcze jedną dobrą wiadomość.
-Wiesz Lou, dzwonił twój lekarz z wiadomością dla ciebie.- zaczął Harry, a Louis uważnie go słuchał.- Ta wiadomość jest chyba najlepszą wiadomością na świecie, Lou znaleźli dla ciebie dawcę i już niedługo będziesz zdrowy!- Harry skończył z radością w oczach po czym przyjrzał się twarzy swojego Louisa, który milczał.- Nie powiesz nic?- zapytał po chwili milczenia ze strony Louisa.
-J-ja się strasznie cieszę! Harry ja będę żył!- krzyknął starszy chłopak i mocno wtulił się w Harry'ego.- Będę żył, bo mam dla kogo Harry. Kochamy cię, Harry.- Louis szepnął do ucha młodszemu chłopakowi, który wiedział już od dawna co odpowiedzieć Louisowi.
-Ja też cię kocham Lou. Też cię kocham.
A tak wspaniałą wiadomość o znalezieniu dawcy oraz to, że wyznali sobie miłość uczcili czułym pocałunkiem, który złączył ich serca już na zawsze.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz