Louis Tomlinson to normalny osiemnastolatek, który gra w piłkę nożną przez co jego oceny potrzebują poprawy. Ostatnio Louis zaniedbał matematykę i angielski. Podczas poniedziałkowej lekcji jego wychowawca pan Brown przydzielił mu do pomocy w poprawie ocen jednego z lepszych uczniów, Harry'ego Stylesa. Mówią na niego loczek albo Hazza i on jako jeden z nielicznych pomimo dobrych ocen nie jest uważany za kujona, a wręcz przeciwnie jest nawet lubiany w swojej szkole. Louisowi on zawsze się podobał, a zwłaszcza te jego dołeczki w policzkach i czarujące zielone oczy... Achh na ich widok Tomlinsonowi miękną kolana. Lou otwarcie przyznaje, że jest gejem i się tego nie wstydzi i w głębi duszy ma nadzieję, że Styles też okaże się homoseksualistą.
Wracając to Harry ma pomóc Louisowi w poprawieniu ocen. Będzie on musiał przychodzić codziennie po szkole do Lou by pomóc mu w nauce. Dziś właśnie jest pierwszy dzień korepetycji Louisa, a on sam z niecierpliwością czeka aż do jego drzwi zadzwoni sam Harry Styles. Odkąd wrócił do domu wziął szybki prysznic i przebrał się w coś zarazem wygodnego, ale ładnego po czym przygotował w salonie odpowiednie materiały do nauki i usiadł na sofie. Czekał tak chyba 15 minut po czym po usłyszeniu dzwonka do drzwi rzucił się do nich niemal biegiem, a gdy otworzył jego oczy chciały wyjść z oczodołów. Hazz był ubrany w czarne, obcisłe spodnie i zwykły biały podkoszulek i niby to zwykłe ubranie, ale na Tomo zrobiło to wrażenie.
-Emm wpuścisz mnie?- zapytał skrępowany Harry na co Lou natychmiast się otrząsnął z chwilowego oczarowania wyższym chłopakiem i przepuścił go w drzwiach by mógł wejść do środka po czym obaj skierowali się do salonu. Obaj zajęli miejsca na sofie Louisa po czym Harry zapytał od czego drugi chłopak chce zacząć.
-To może angielski, bo jest prostszy.- odpowiedział niebieskooki brunet.
-Okey.
-Okey.
Dla obu była to trochę niezręczna sytuacja, ale wzięli się do nauki.
Harry jest raczej otwartym człowiekiem, ale jeśli chodzi o wyznawanie takich uczuć jak miłość czy uwielbienie był strasznie skryty więc Louis nie zauważa jak Harry na niego patrzy, ale może to i lepiej? No niby Lou jest gejem, ale dla loczka to całkiem nowe uczucie, bo on też jest gejem i mimo że odkrył to dopiero jakiś miesiąc temu to nadal nie ma pojęcia jak się z tym odnosić do innych ludzi, bo nie każdy jest tolerancyjny. Prawda jest taka, że mógłby o tym powiedzieć Louisowi, ale jeszcze by go wyśmiał, nie dlatego, że jest kim jest, ale dlatego, że myślał, że może między nim, a Lou będzie coś więcej niż tylko wyznaczona przez nauczyciela pomoc w nauce.
Po około dwu godzinnej nauce skończyli uczyć się wystarczającej ilości materiału by Lou mógł poprawić pierwszą ocenę niedostateczną.
-Na dzisiaj to tyle. Wpadnę jutro o tej samej porze.- oznajmił z uśmiechem Harry.
-Dzięki, że mi pomagasz.- Louis również się uśmiechnął.
-Nie ma sprawy, naprawdę.- Hazz pokazał dołeczki, a serce Tomlinsona podskoczyło.
-Jak mogę ci się za to odwdzięczyć?- Lou tak bardzo chciał coś dla Harry'ego zrobić, ale nie wiedział co.
Styles musiał się zastanowić, ale w końcu podjął decyzję i odpowiedział:
-Może pójdziemy kiedyś na pizzę?- spytał niepewnie, a Lou trochę zatkało, bo naprawdę się tego nie spodziewał, nawet w najskrytszych snach.
-Pewnie. Emm to jutro ustalimy gdzie, kiedy i o której, okey?
-Okey. Muszę już iść, do jutra kujonku.- powiedział lokers z uśmiechem i wyszedł nie czekając na odpowiedź Louisa.
Ten stał jednak oniemiały i próbował zanalizować to co właśnie się stało. Harry Styles ten Harry Styles powiedział do niego kujonku. Ktoś potraktował by to jako coś obraźliwego, ale nie Louis, on wziął to jako pieszczotliwą ksywkę i właśnie przez tego "kujonka" nie mógł zasnąć tej nocy, a następnego dnia rano miał poprawiać oblany test z angielskiego.
Następny dzień był dla Louisa straszny. Zaraz jak tylko wyszedł z domu, został opryskany przez jadący samochód, wodą z kałuży, bo zeszłej nocy padało. Więc w szkole wyglądał jak przemoczona kura i każdy gdy tylko go zauważał uśmiechał się pod nosem, ale na całe szczęście wysechł dość szybko więc mógł spokojnie poprawić test z angielskiego.
Harry miał dzisiaj na 2 lekcję więc nie spiesząc się poszedł wziąć prysznic po czym ubrał się w czarne obcisłe spodnie i szary podkoszulek, na który narzucił czarną bluzę. Lekko przeczesał swoje loki i umył zęby po czym zrobił sobie śniadanie.
Louis zaraz po pierwszej lekcji, czyli po sprawdzianie miał wf, na który się spóźnił i za karę musiał robić pięć okrążeń na około sali, która była ogromna.
Harry spokojnie po śniadaniu, wolnym krokiem udał się do szkoły słuchając po drodze muzyki. Styles dużo myślał o Tomlinsonie. O tym czy udało mu się poprawić angielski, czy ma u niego jakiekolwiek szanse? Na żadne pytanie nie znał odpowiedzi. Przynajmniej na razie, bo miał go dzisiaj o to zapytać podczas korepetycji no i miał też wyznać mu przy okazji, że jest gejem. To będzie trudna rozmowa dla Harry'ego, bardzo trudna rozmowa.
Louis był już cały spocony po trzecim okrążeniu, a miał do przebiegnięcia jeszcze dwa. 'Nienawidzę tego kolesia' myślał Lou o nauczycielu wf-u on go wręcz nie cierpiał, ale już i tak za często się z nim kłócił więc odpuścił.
-Tomlinson! Za to, że się spóźniłeś nie grasz dzisiaj!- krzyknął do niego trener Roy.
-Ale...- niedokończył, bo trener mu przerwał.
-To cię nauczy, żeby się więcej nie spóźniać.- Louis umilkł i poszedł do szatni się przebrać, ale po drodze wpadł na kogoś, a tym kimś okazał się Harry.
-Cześć kujonku.- loczek przywitał go z uśmiechem.
-Cześć emmm... Nic nie wymyślę.- Lou zrobił zrzędliwą minę, bo nie mógł wymyślić żadnej ksywki na Harry'ego.
-Nie rób takiej nadąsanej miny! Co ty na to żebym ci to wynagrodził?
-Zależy w jaki sposób.- niższy chłopak uśmiechnął się zadziornie.
-Zabiorę cię do wesołego miasteczka.- Louisowi rozbłysły oczy na tą wiadomość z dwóch powodów. Pierwszy był taki, że bardzo cieszył się, że to właśnie Harry go tam zaprosił, a drugi powód jest taki, że on uwielbia wesołe miasteczka! Jak był mały mama zabierała go do takiego miasteczka, a tam mógł wybierać huśtawki na jakich chce jeździć. Mama pozwalała mu nawet na największą kolejkę.
-Takk!- krzyknął uradowany.
-To przyjadę po ciebie o ósmej.
-Okey.
-Do zobaczenia Lou.
-Cześć Hazz.
I każdy ruszył w swoją stronę. Harry na lekcję chemii, a Louis do szatni by się przebrać.
Wieczorem w pokoju Tomlinsona panował chaos, a przed przyjazdem Harry'ego, dzieliło go zaledwie pół godziny, a najlepsze jest to, że sam właściciel pokoju stał przy szafie w samych czarnych bokserkach i szukał czegoś do ubrania chociaż i tak większość ubrań lądowała na podłodze.
U Harry'ego nie było lepiej tylko, że on miał już na sobie poza bokserkami, koszulę i teraz szukał swoich najlepszych spodni. Znalazł je dopiero po pięciu minutach szukania po czym szybko je ubrał i umył zęby oraz biegiem opuścił swój dom by nie spóźnić się do domu Louisa.
Gdy Lou usłyszał dzwonek do drzwi już był gotowy do wyjścia więc szybko otworzył drzwi oraz przywitał się z loczkiem i pojechali do wesołego miasteczka.
Po dwóch godzinach spędzonych w wesołym miasteczku, Harry kupił im bilety na wieczorny seans do kina na horror oraz popcorn. Po zajęciu swoich miejsc Harry spojrzał na Lou, który pobladł już na początku filmu i zapytał go z troską:
-Jak będziesz się bał to powiedz.- pokrzepiająco ścisnął jego dłoń i zaczął oglądać film.
Louis walczył z sobą by nie wyjść na jakiegoś mięczaka czy coś przy Harrym, ale nie wytrzymał i powiedział mu, że się boi, a ten objął go opiekuńczo ramieniem i szepnął do ucha:
-Jestem przy tobie, nie bój się.- Styles przygryzł lekko płatek ucha Louisa, a niebieskookiemu od razu zrobiło się lepiej i już się tak nie bał. 'Czyli, że Harry jest gejem?' przeszło mu przez myśl, a zaraz po tym Hazz lekko się pochylił i szepnął mu do ucha:
-Jestem i nigdzie się nie wybieram.
'Tak on jest gejem.' Lou upewnił się w swoim przekonaniu i już nawet nie skupiał się na filmie tylko przez jego resztę gapił się na Harry'ego i podziwiał go oraz mocniej wtulił się w jego wygodne i bezpieczne ramię.
piątek, 21 listopada 2014
środa, 19 listopada 2014
Gwiazdkowy cud
To był mroźny grudniowy dzień kiedy Harry wybrał się z psem swojej sąsiadki na spacer. Fakt, że ma on już prawie 21 lat nie robi mu różnicy w pomaganiu ludziom, bo jak sam uważał, pomoc bezinteresowna jest piękna i też z tego powodu Harry zapisał się na wolontariat, w którym pomaga ludziom chorym lub niepełnosprawnym. Jak na przykład Louis Tomlinson, brunet z boskimi niebieskimi oczami, w które Harry mógłby patrzeć godzinami. Miał się z nim spotkać za niecałą godzinę w jego domu. Fakt, że dom bruneta był jakieś 40 minut od domu Harry'ego więc Styles musiał szybko odstawić Molly (tak się nazywał pies sąsiadki) do domu by być u Louisa na czas.
Po niecałej godzinie Harry dzwonił do drzwi Tomlinsona. Louis mieszkał sam, bo w końcu miał prawie 23 lata i pracę którą spokojnie mógł zabrać do domu. Harry'emu otworzył brunet z bałaganem na głowie, a na ustach Stylesa pojawił się ogromny uśmiech. Louis nie był mu dłużny i również się uśmiechnął zapraszając Harry'ego do środka małego, ale przytulnego domku.
-Napijesz się herbaty Harry?- zapytał z uprzejmością właściciel domu.
-Z chęcią. Na zewnątrz jest strasznie zimno.- odpowiedział Harry po czym udał się do salonu gdzie zasiadł na białej, skórzanej sofie.
Louis lubił Harry'ego, nawet bardzo. Uwielbiał patrzeć w jego szmaragdowe oczy oraz zachwycał się jego ciemnymi loczkami. Po przygotowaniu herbat, udał się z nimi do salonu gdzie siedział Harry. Loczek siedział wygodnie z zamkniętymi oczami opierając głowę o oparcie sofy. Na ten widok Louisowi zrobiło się cieplej na serduszku. Zawsze przy Harrym zapominał o tym, że ma raka krwi. Tak, Lou był bardzo chory. Lekarze jednak dawali mu szanse na przeżycie, ale on w nie nie wierzył. Nie wierzył w to, że znajdzie się dla niego dawca. Jego rozmyślenia przerwał głos Harry'ego:
-Masz jakieś plany na wigilię?- loczek podniósł głowę z oparcia i teraz patrzył centralnie na Louisa.
-Nie.- krótko odpowiedział niższy chłopak.
-Chciałbyś może spędzić święta ze mną? Bo wiesz moja i twoja rodzina mieszkają poza Londynem i chyba ani ja ani ty nie mamy ochoty by tłuc się do naszych rodzinnych domów w taką pogodę.- Harry pokazał ręką za okno, a Lou automatycznie spojrzał w tamtą stronę i naprawdę pogoda nie dopisywała. Za oknem wiał silny wiatr, a do tego padał śnieg, a no i jeszcze ten mróz. Nie Louis naprawdę nie miał ochoty jechać do swojego rodzinnego domu w taką pogodę.
-Masz rację. Pewnie spędźmy je razem. Mój dom będzie chyba idealny, bo wiesz mam kominek.- Louis uśmiechnął się na co Harry odpowiedział mu tym samym.
-To załatwione. Dziś jest 20 więc jutro musimy udekorować twój dom, bo mój już jest ozdobiony, a następnie zaczniemy świąteczne wypieki.- mówił z podekscytowaniem młodszy chłopak.
-Harry, ale ja nie umiem piec.
-Kto powiedział, że ty będziesz piekł? Nikt, więc ty się o to nie martw, bo masz przed sobą najlepszego kucharza na świecie.- Louis nie chciał się z nim kłócić, a nawet nie miał na to siły. Louis był osłabiony co Harry od razu zauważył i poklepał miejsce obok siebie by Louis mógł usiąść po czym objął go ramieniem, a Louis ułożył głowę wygodnie na ramieniu Hazzy. Taka pozycja była dla nich normalna i żaden nie chciał przyznać przed drugim, że czuł motylki w brzuchu, bo bali się, że zrujnują swoją krótką przyjaźń. Harry i Louis poznali się zaledwie dwa miesiące temu i od razu nawiązali ze sobą dobry kontakt.
Dwójka przyjaciół pochłonęła się w rozmowie na temat jakie ciastka jutro upieką pierniki czy zwykłe ciastka z kawałkami czekolady. Po pewnym czasie doszli do porozumienia, że upieką pierniki i zwykłe ciastka z kawałkami czekolady. Po jeszcze około dwóch godzinach dyskusji na różne tematy zasnęli wtuleni w siebie.
Następnego ranka Harry i Louis wybrali się na zakupy. Musieli kupić wszystkie potrzebne im produkty do świątecznych wypieków. Musieli też kupić choinkę. Tak więc do domu Louisa wrócili około godziny 14 i od razu zaczęli dekorować dom w świąteczne ozdoby.
Uwinęli się z tym szybko bo dom Lou nie był duży, ale za to bardzo przytulny.
-To teraz bierzemy się za wypieki.- powiedział z uśmiechem loczek.
-Możesz zacząć beze mnie? Muszę sobie chwilę odpocząć.- Louis wydmuchał z siebie powietrze i opadł na fotel.
-Odpocznij sobie, a ja zacznę bez ciebie.- Harry lekko musnął swoimi ustami policzek Lou na co starszy chłopak poczuł motylki w brzuchu.
Harry już mieszał w misce wszystkie składniki potrzebne do ciastek z kawałkami czekolady kiedy ktoś przytulił go od tyłu. Harry rozpoznał te charakterystyczne perfumy, które były tak silne, że ostatnim razem czuł je na swojej koszulce jeszcze 3 godziny później, ale to nie znaczy, że mu się nie podobały! Nie on je uwielbiał. Starszy chłopak jeszcze mocniej wtulił się w młodszego, a Harry wziął na palec trochę ciasta po czym szybko się odwrócił, a jego palec spotkał się z nosem Louisa. Tomlinson zrobił zeza chcąc zobaczyć ciasto na swoim nosie. Nie został dłużny Harry'emu i także ubrudził mu nos. Harry zanurzył ręce w misce z mąką po czym rozczochrał Louisowi jego brązowe włosy. Tak zaczęła się wojna na jedzenie. Obaj gonili się po całej kuchni Louisa mając w rękach jedzenie, zaczynając od mąki kończąc na jajkach. W pewnym momencie ich bitwy Harry poślizgnął się i upadł ciągnąc za sobą Louisa, który wylądował na Harrym. Policzki Lou oblały się rumieńcem, podobnie wyglądały policzki Hazzy tylko, że u Louisa wyglądało to dziwnie na bladej jak ściana twarzy. Gdy ich spojrzenia się spotkały cały świat przestał istnieć, a czas stanął w miejscu. Wpatrywali się w siebie jeszcze chwilę aż w końcu Louis nachylił się lekko do Harry'ego i leciutko prawie nie odczuwalnie musnął jego usta swoimi. Przez ich ciała przeleciała malutka iskierka, a Harry chciał by z ta iskierka przerodziła się w prawdziwy ogień. Więc wpił się w usta bruneta z pożądaniem, ale także z czułością. Lou oddawał pocałunki z taką samą pasją co loczek. Obydwoje tak zatracili się w tej przyjemności, że gdy się od siebie oderwali gwałtownie zaczerpnęli powietrza.
-To było...- nie dokończył Harry, bo Louis mu przerwał.
-Niesamowite, nieziemskie i najlepsze przeżycie w moim życiu.
-Tak w moim też.
Lou położył głowę na klatce piersiowej Hazzy i starał się uspokoić swój umysł. Co to było?! Czy on właśnie pocałował Harry'ego Stylesa? Chłopaka, w którym prawdopodobnie się zakochał już jakiś czas temu. Chyba tak, zrobił to, pocałował swoją miłość, która odwzajemniła tę pieszczotę.
Następnego dnia nie działo się nic specjalnego, a właściwie nic się nie działo, bo Louis czuł się nieco gorzej, ale Harry bardzo dobrze się nim zajął podobnie było także 23 grudnia jednak w tedy Lou czuł się nico lepiej więc mogli upiec ciasto czekoladowe, które obaj kochali. Wieczorem tego dnia wspólnie oglądali komedię romantyczną wtuleni w siebie pijąc ciepłą herbatę.
24 grudnia w dniu urodzin Louisa, Harry zrobił mu śniadanie do łóżka. Louis nawet nie spodziewał się, że Harry będzie pamiętał o jego urodzinach, ale Harry miał do przekazania Louisowi jeszcze jedną dobrą wiadomość.
-Wiesz Lou, dzwonił twój lekarz z wiadomością dla ciebie.- zaczął Harry, a Louis uważnie go słuchał.- Ta wiadomość jest chyba najlepszą wiadomością na świecie, Lou znaleźli dla ciebie dawcę i już niedługo będziesz zdrowy!- Harry skończył z radością w oczach po czym przyjrzał się twarzy swojego Louisa, który milczał.- Nie powiesz nic?- zapytał po chwili milczenia ze strony Louisa.
-J-ja się strasznie cieszę! Harry ja będę żył!- krzyknął starszy chłopak i mocno wtulił się w Harry'ego.- Będę żył, bo mam dla kogo Harry. Kochamy cię, Harry.- Louis szepnął do ucha młodszemu chłopakowi, który wiedział już od dawna co odpowiedzieć Louisowi.
-Ja też cię kocham Lou. Też cię kocham.
A tak wspaniałą wiadomość o znalezieniu dawcy oraz to, że wyznali sobie miłość uczcili czułym pocałunkiem, który złączył ich serca już na zawsze.
Po niecałej godzinie Harry dzwonił do drzwi Tomlinsona. Louis mieszkał sam, bo w końcu miał prawie 23 lata i pracę którą spokojnie mógł zabrać do domu. Harry'emu otworzył brunet z bałaganem na głowie, a na ustach Stylesa pojawił się ogromny uśmiech. Louis nie był mu dłużny i również się uśmiechnął zapraszając Harry'ego do środka małego, ale przytulnego domku.
-Napijesz się herbaty Harry?- zapytał z uprzejmością właściciel domu.
-Z chęcią. Na zewnątrz jest strasznie zimno.- odpowiedział Harry po czym udał się do salonu gdzie zasiadł na białej, skórzanej sofie.
Louis lubił Harry'ego, nawet bardzo. Uwielbiał patrzeć w jego szmaragdowe oczy oraz zachwycał się jego ciemnymi loczkami. Po przygotowaniu herbat, udał się z nimi do salonu gdzie siedział Harry. Loczek siedział wygodnie z zamkniętymi oczami opierając głowę o oparcie sofy. Na ten widok Louisowi zrobiło się cieplej na serduszku. Zawsze przy Harrym zapominał o tym, że ma raka krwi. Tak, Lou był bardzo chory. Lekarze jednak dawali mu szanse na przeżycie, ale on w nie nie wierzył. Nie wierzył w to, że znajdzie się dla niego dawca. Jego rozmyślenia przerwał głos Harry'ego:
-Masz jakieś plany na wigilię?- loczek podniósł głowę z oparcia i teraz patrzył centralnie na Louisa.
-Nie.- krótko odpowiedział niższy chłopak.
-Chciałbyś może spędzić święta ze mną? Bo wiesz moja i twoja rodzina mieszkają poza Londynem i chyba ani ja ani ty nie mamy ochoty by tłuc się do naszych rodzinnych domów w taką pogodę.- Harry pokazał ręką za okno, a Lou automatycznie spojrzał w tamtą stronę i naprawdę pogoda nie dopisywała. Za oknem wiał silny wiatr, a do tego padał śnieg, a no i jeszcze ten mróz. Nie Louis naprawdę nie miał ochoty jechać do swojego rodzinnego domu w taką pogodę.
-Masz rację. Pewnie spędźmy je razem. Mój dom będzie chyba idealny, bo wiesz mam kominek.- Louis uśmiechnął się na co Harry odpowiedział mu tym samym.
-To załatwione. Dziś jest 20 więc jutro musimy udekorować twój dom, bo mój już jest ozdobiony, a następnie zaczniemy świąteczne wypieki.- mówił z podekscytowaniem młodszy chłopak.
-Harry, ale ja nie umiem piec.
-Kto powiedział, że ty będziesz piekł? Nikt, więc ty się o to nie martw, bo masz przed sobą najlepszego kucharza na świecie.- Louis nie chciał się z nim kłócić, a nawet nie miał na to siły. Louis był osłabiony co Harry od razu zauważył i poklepał miejsce obok siebie by Louis mógł usiąść po czym objął go ramieniem, a Louis ułożył głowę wygodnie na ramieniu Hazzy. Taka pozycja była dla nich normalna i żaden nie chciał przyznać przed drugim, że czuł motylki w brzuchu, bo bali się, że zrujnują swoją krótką przyjaźń. Harry i Louis poznali się zaledwie dwa miesiące temu i od razu nawiązali ze sobą dobry kontakt.
Dwójka przyjaciół pochłonęła się w rozmowie na temat jakie ciastka jutro upieką pierniki czy zwykłe ciastka z kawałkami czekolady. Po pewnym czasie doszli do porozumienia, że upieką pierniki i zwykłe ciastka z kawałkami czekolady. Po jeszcze około dwóch godzinach dyskusji na różne tematy zasnęli wtuleni w siebie.
Następnego ranka Harry i Louis wybrali się na zakupy. Musieli kupić wszystkie potrzebne im produkty do świątecznych wypieków. Musieli też kupić choinkę. Tak więc do domu Louisa wrócili około godziny 14 i od razu zaczęli dekorować dom w świąteczne ozdoby.
Uwinęli się z tym szybko bo dom Lou nie był duży, ale za to bardzo przytulny.
-To teraz bierzemy się za wypieki.- powiedział z uśmiechem loczek.
-Możesz zacząć beze mnie? Muszę sobie chwilę odpocząć.- Louis wydmuchał z siebie powietrze i opadł na fotel.
-Odpocznij sobie, a ja zacznę bez ciebie.- Harry lekko musnął swoimi ustami policzek Lou na co starszy chłopak poczuł motylki w brzuchu.
Harry już mieszał w misce wszystkie składniki potrzebne do ciastek z kawałkami czekolady kiedy ktoś przytulił go od tyłu. Harry rozpoznał te charakterystyczne perfumy, które były tak silne, że ostatnim razem czuł je na swojej koszulce jeszcze 3 godziny później, ale to nie znaczy, że mu się nie podobały! Nie on je uwielbiał. Starszy chłopak jeszcze mocniej wtulił się w młodszego, a Harry wziął na palec trochę ciasta po czym szybko się odwrócił, a jego palec spotkał się z nosem Louisa. Tomlinson zrobił zeza chcąc zobaczyć ciasto na swoim nosie. Nie został dłużny Harry'emu i także ubrudził mu nos. Harry zanurzył ręce w misce z mąką po czym rozczochrał Louisowi jego brązowe włosy. Tak zaczęła się wojna na jedzenie. Obaj gonili się po całej kuchni Louisa mając w rękach jedzenie, zaczynając od mąki kończąc na jajkach. W pewnym momencie ich bitwy Harry poślizgnął się i upadł ciągnąc za sobą Louisa, który wylądował na Harrym. Policzki Lou oblały się rumieńcem, podobnie wyglądały policzki Hazzy tylko, że u Louisa wyglądało to dziwnie na bladej jak ściana twarzy. Gdy ich spojrzenia się spotkały cały świat przestał istnieć, a czas stanął w miejscu. Wpatrywali się w siebie jeszcze chwilę aż w końcu Louis nachylił się lekko do Harry'ego i leciutko prawie nie odczuwalnie musnął jego usta swoimi. Przez ich ciała przeleciała malutka iskierka, a Harry chciał by z ta iskierka przerodziła się w prawdziwy ogień. Więc wpił się w usta bruneta z pożądaniem, ale także z czułością. Lou oddawał pocałunki z taką samą pasją co loczek. Obydwoje tak zatracili się w tej przyjemności, że gdy się od siebie oderwali gwałtownie zaczerpnęli powietrza.
-To było...- nie dokończył Harry, bo Louis mu przerwał.
-Niesamowite, nieziemskie i najlepsze przeżycie w moim życiu.
-Tak w moim też.
Lou położył głowę na klatce piersiowej Hazzy i starał się uspokoić swój umysł. Co to było?! Czy on właśnie pocałował Harry'ego Stylesa? Chłopaka, w którym prawdopodobnie się zakochał już jakiś czas temu. Chyba tak, zrobił to, pocałował swoją miłość, która odwzajemniła tę pieszczotę.
Następnego dnia nie działo się nic specjalnego, a właściwie nic się nie działo, bo Louis czuł się nieco gorzej, ale Harry bardzo dobrze się nim zajął podobnie było także 23 grudnia jednak w tedy Lou czuł się nico lepiej więc mogli upiec ciasto czekoladowe, które obaj kochali. Wieczorem tego dnia wspólnie oglądali komedię romantyczną wtuleni w siebie pijąc ciepłą herbatę.
24 grudnia w dniu urodzin Louisa, Harry zrobił mu śniadanie do łóżka. Louis nawet nie spodziewał się, że Harry będzie pamiętał o jego urodzinach, ale Harry miał do przekazania Louisowi jeszcze jedną dobrą wiadomość.
-Wiesz Lou, dzwonił twój lekarz z wiadomością dla ciebie.- zaczął Harry, a Louis uważnie go słuchał.- Ta wiadomość jest chyba najlepszą wiadomością na świecie, Lou znaleźli dla ciebie dawcę i już niedługo będziesz zdrowy!- Harry skończył z radością w oczach po czym przyjrzał się twarzy swojego Louisa, który milczał.- Nie powiesz nic?- zapytał po chwili milczenia ze strony Louisa.
-J-ja się strasznie cieszę! Harry ja będę żył!- krzyknął starszy chłopak i mocno wtulił się w Harry'ego.- Będę żył, bo mam dla kogo Harry. Kochamy cię, Harry.- Louis szepnął do ucha młodszemu chłopakowi, który wiedział już od dawna co odpowiedzieć Louisowi.
-Ja też cię kocham Lou. Też cię kocham.
A tak wspaniałą wiadomość o znalezieniu dawcy oraz to, że wyznali sobie miłość uczcili czułym pocałunkiem, który złączył ich serca już na zawsze.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)