*Dzień pierwszy*
Promienie porannego słońca, które wpadało przez niezasłonięte okno, muskały skórę splątanych w żelaznym uścisku chłopców. Po długiej nocy, pełnej wyznań miłości i pożądania, nareszcie mogą być nawzajem swoim oparciem. To wczoraj wyznali sobie miłość oraz to wczoraj dowiedzieli się, że Harry niedługo wyjeżdża i pozostało im jedynie sześć dni.
Louis ziewnął i przetarł pięścią oczy. Był dumny, że to jemu pierwszemu Harry oddał się w całości. Przypomniał sobie, jak błądził ustami po cudownym ciele Loczka oraz to, jak w niego wchodzi, a chłopak krzyczy jego imię.
Na jego twarzy pojawił się rozmarzony uśmiech i nawet nie zauważył kiedy zaczął bawić się loczkami Hazzy.
Gdy spojrzał na swojego chłopaka, jak cudownie było go tak nazywać, zobaczył, że on już nie śpi, więc złożył na jego ustach czuły i delikatny pocałunek.
-Witaj księżniczko.- wymruczał mu do ucha, na co ten się zarumienił.
-Cześć Lou.- powiedział drżącym głosem.- Dlaczego już nie śpisz?
-Obudziłem się wyspany, bo obudziłem się przy tobie.- pocałował go w czoło.- A ty dlaczego już nie śpisz?
-Muszę do łazienki.- Harry wstał z łóżka i podążył do łazienki, ale sprawnie uniemożliwiał mu to ból, Louis ostrzegał, że nie będzie mógł chodzić. Usłyszał za plecami donośny śmiech chłopaka, więc wypiął dumnie pierś i pewnym lecz nadal bolesnym krokiem, ruszył przed siebie.
Około dziesiątej zjedli śniadanie, które przygotował Harry, a później zajęli się sobą. Oglądali filmy, a międzyczasie całowali się. Chcieliby tak już zawsze, codziennie budzić się w swych objęciach, jeść razem śniadania oraz zwyczajnie posiedzieć przed telewizorem. To było wszystko, czego aktualnie chcieli. Takie nic, a jednak coś wielkiego.
*Dzień drugi*
-Boję się Harry.- Louis przełknął ciężko ślinę i odwrócił się w stronę swojego chłopaka.- Co jeśli umrzemy?
-Spokojnie Lou, nic nie może się nam stać.- Styles pocieszająco potarł kciukiem dłoń niebieskookiego.
Chcieli przezwyciężyć strach, więc wybrali, że najlepszym sposobem na to jest skok na bungee. I właśnie stoją na najwyższym moście w Londynie i próbują nie poddać się panice i skoczyć. Cały czas wmawiają sobie, że są zabezpieczeni i nic im się nie stanie, jednak nadal jest to ‘Gdyby’, ‘gdyby lina się urwała’, ‘gdyby byli źle przypięci’ to, co wtedy?
Louis ścisnął mocniej dłoń Harry’ego i rozpoczęli odliczanie.
-Na trzy?- szepnął, niebieskooki.
-Na trzy.- chłopak potwierdził skinieniem.
-Raz…- mała dłoń Louisa drżała.
-Dwa…- Harry ściskał drżącą dłoń niższego chłopaka coraz mocniej.
-Trzy!- krzyknęli razem i skoczyli trzymając się za ręce.
Tomlinson nie mógł uwierzyć, że to zrobił. Skoczył na bungee i to z osobą, którą kocha, z osobą, która wkrótce go opuści. Louis nawet nie zauważył, kiedy znaleźli się na dole, zorientował się dopiero wtedy, gdy Harry rozluźnił uścisk swojej dłoni.
-Udało nam się, zrobiliśmy to, Lou.- powiedział wstrząśnięty Harry, a starszy chłopak przywarł do jego ust swoimi. Całowali się wolno i delikatnie, to było romantyczne. Można powiedzieć, że takie właśnie było marzenie Louisa, pocałować osobę, którą kocha się najbardziej na świecie w taki sposób, by pokazać, co tak naprawdę czuje i zrobił to.
-Kocham cię Harry.- szepnął prosto w usta chłopaka.
-Ja ciebie też skarbie.- przytulili się, a ich ciała idealnie do siebie pasowały.
*Dzień trzeci*
To był ciepły wieczór, gdy Harry i Louis spacerowali po parku. Obaj lubili takie spacery, podczas których byli sobą i rozmawiali o wszystkim, a nawet, jeśli milczeli to było przyjemne, bo byli nareszcie razem.
-Wiesz, czasami zastanawiam się, dlaczego tak wielu ludzi nie wierzy w prawdziwą miłość?- powiedział Louis.
-Może, dlatego, że nigdy jej tak naprawdę nie doświadczyli.- zasugerował Harry. – My na szczęście mamy siebie i kochamy się. Ale nie wszyscy mają to szczęście, jedni zostali boleśnie przez kogoś skrzywdzeni, a inni się po prostu boją.
-Czego się niby boją? Miłość jest cudowna.- niższy chłopak zatrzymał się i czekał na odpowiedź Loczka.
-Boją się zostać zranieni, samotni. Boją się, że nie są wystarczająco dobrzy dla tej wyjątkowej osoby.- nabrał powietrza.- Boją się, że to tylko sen i wkrótce się z niego wybudzą, a czar pryśnie, jak mydlana bańka i nic im nie pozostanie.
-A ty się boisz?- niebieskooki patrzył w oczy swojego chłopaka.
-Cholernie się boję Lou. Boję się, że znajdziesz sobie kogoś lepszego ode mnie i zostanę sam. Jednak bardziej boję się tego, że to ja zrobię coś, co zrani ciebie i będę patrzył na twoje łzy.- zakończył, a po jego policzkach stoczyły się dwie łzy.
-Nie masz się, czego bać, słyszysz? Jestem tutaj i cię nie zostawię, nigdy.- przytulił chłopaka najmocniej, jak tylko umiał i całował jego czerwone od płaczu policzki.- Nikt nie jest idealny Hazz, bo świat z samymi ideałami byłby nudny. Fajnie, jest mieć kilka wad, a jeszcze fajniej jest znaleźć człowieka, który podejmie to wyzwanie i spróbuje się ich pozbyć, pamiętaj Harry, przeciwieństwa się przyciągają, moja wada to twoja zaleta i na odwrót.
Na koniec jeszcze mocno się przytulili i spacerowali dalej, podziwiając gwiazdy i księżyc w pełni.
*Dzień czwarty*
W taki deszczowy dzień, jak ten normalny człowiek siedziałby w domu pod kocem, ale
Louis i Harry zdecydowanie nie byli w pełni normalni. Akurat dziś wybrali się na wycieczkę rowerową i akurat dziś rower Stylesa się zepsuł, dokładnie dwie godziny drogi od domu. Obaj byli już przemoknięci i zmarznięci, ale szli pchając swoje rowery i śmiejąc się tak głośno, jak się tylko dało. Louis też prowadził swój rower, bo nie chciał, żeby Harry’emu było smutno.
Gdy zaczęli śpiewać piosenkę, którą obaj kochali, uśmiechnęli się do siebie.
‘So I could take the back road
But your eyes’ll lead me straight back home
And if you know me like I know you
You should love me, you should know’*
Gdy usłyszeli pierwszy grzmot obaj zamilkli, a uśmiech zszedł im z twarzy, ale po chwili Harry znowu zaczął śpiewać.
‘That friends just sleep in another bed
And friends don’t treat my like you do
Well I know that there’s limit to everything’*
Louis skończył.
‘But my friends won’t love me like you
No, my friends won’t love me like you’*
Zatrzymali się w tym samym momencie i odrzucili rowery na bok. Teraz liczyła się tylko ta chwila i oni. Podeszli do siebie, a Harry objął Louisa w pasie. Ten stanął na palcach i szepnął w usta chłopaka.
-Nie, moi przyjaciele nie pokochają mnie tak, jak ty.- złączyli swoje usta. To był tak zwany romantyczny pocałunek w deszczu i śmiało mogli przyznać, że to jest prawda, co mówią ludzie. Ten pocałunek, był inny od innych, był magiczny.
*Dzień piąty*
To już jutro Harry wyjeżdża, więc pani Tomlinson urządza pożegnalną kolację dla Harry’ego, Gemmy i Anne.
Louis chciał wyglądać perfekcyjnie dla Harry’ego, więc już o czwartej popołudniu rozpoczął przygotowania. To nic, że kolacja miała się odbyć dopiero o siódmej, bo on już teraz brał kąpiel i szukał najlepszego ubrania, jakie tylko miał.
Równo o siódmej zjawili się wyczekiwani goście i Louis mógł nareszcie przytulić Harry’ego. Nie mogli się pocałować, bo nikt o nich nie wiedział, chociaż Gemma mogła się czegoś domyślać, ale nic nie mówiła. Nikt nawet nie wiedział, że są gejami i nie mieli pojęcia, jak ich rodziny zareagują na taką wiadomość.
Po kolacji siostry Louisa zaatakowały Gemmę, żeby się z nimi pobawiła, a obie matki sprzątały po kolacji, więc obaj udali się na balkon, w pokoju Louisa. Usiedli wygodnie opierając się o ścianę, siedzieli tak dłuższą chwilę w milczeniu.
-Nie chcę, żebyś wyjeżdżał.- powiedział niebieskooki wtulając się w ramię chłopaka.
-Ja też tego nie chcę.- Harry objął ramieniem starszego chłopaka, bo miał wrażenie, że ten zaraz się rozpłacze.
-Obiecaj, że będziesz pisał.- powiedział stłumionym przez tors zielonookiego głosem.
-Obiecuję Lou, obiecuję.- pogłaskał jego ramię i pocałował go w czoło.- Kocham cię.
-Ja ciebie też kocham.
Siedzieli tak wtuleni jeszcze przez jakiś czas aż pani Styles nie oznajmiła, że muszą już iść i chłopcy zobaczą się jutro przed wyjazdem. Tak, więc Louis resztę wieczoru spędził sam ze swoimi przytłaczającymi myślami.
*Dzień szósty*
Lotnisko dzisiaj było bardzo zatłoczone, a lot do Los Angeles miał się odbyć za dwie godziny. Rodzina Harry’ego czekała na odprawę, a on sam zniecierpliwiony czekał na Louisa.
Chłopak miał tu być już pół godziny temu, a zielonooki zaraz ma odprawę. Gdy nareszcie dostrzegł biegnącego w jego stronę chłopaka odetchnął z ulgą, zauważył, że Louis trzyma w rękach pluszowego misia z jakąś karteczką, a gdy podbiegł do Harry’ego, ten przytulił go z całych sił, starając się hamować łzy.
-Przepraszam za spóźnienie Hazz, były korki.- tłumaczył się Tomlinson, ale dla zielonookiego było ważne, że tutaj dotarł przed wylotem.
-Ważne, że jesteś Lou, zaraz mam odprawę, więc chyba musimy się pożegnać.- szepnął, a jedna łza spłynęła po jego policzku.
-Nie płacz Hazz, to dla ciebie. Niech ten miś ci o mnie przypomina.- podał mu misia i z, jak się okazało kopertą.- W środku jest nasze wspólne zdjęcie i karteczka ode mnie.
-Dziękuję Louis, ale nie musiałeś.- zaczął protestować Harry, ale chłopak mu przerwał.
-Musiałem, a teraz mnie pocałuj ten ostatni raz, bo musisz iść.- tak , jak chciał tak się stało. Całowali się po raz ostatni, w tym pocałunku odzwierciedlały się wszystkie ich uczucia: miłość, smutek, żal oraz tęsknota.- Kocham cię Harry, pamiętaj.
-Ty też pamiętaj, że ja ciebie kocham.- powiedział i w tym samym czasie kobiecy głos zawołał wszystkich pasażerów czekających na lot do LA na odprawę. Harry przytulił jeszcze Louisa i odszedł w stronę swojej rodziny. Odwrócił się jeszcze, by pomachać chłopakowi i z łzami w oczach wszedł na pokład samolotu.
Louis stał jeszcze chwilę na lotnisku, tępo wpatrując się w przejście, za którym zniknął Harry. Teraz już nie hamował łez, a pozwolił im powoli płynąć po swoich policzkach.
------------------------------------------------------------------------------------------
* Friends- Ed Sheeran